Bractwo Pielgrzymkowe

Archiwum Bractwa

Wiara/Religia/Kościół

Rowery

Kultura i rozrywka

Traditio



Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates

Na rowerach do Czarnej Madonny - relacja PDF Drukuj Email
Wpisany przez Jacek Pytel   
Sobota, 02 Wrzesień 2017 20:04

Na rowerach do Czarnej Madonny

Rok temu, w piątkę (ja, Marek, Ula, Regina i Michalina) pojechaliśmy Jurą Krakowsko-Częstochowską na Jasną Górę. Było to na początku lipca, trasa była o wiele krótsza niż tegoroczna. Już po powrocie zrodził się pomysł, żeby przyłączyć się do pieszej pielgrzymki z parafii na Bończyku. We czwartek 24 sierpnia „słowo stało się ciałem”.

Czwartek, 24 sierpień, dzień pierwszy. Po dość długich przygotowaniach pozbierałem zgłoszenia (w sumie od 13 osób). Na starcie przy kościele w Kosztowach zameldowała się nas szóstka: ja, Heniek (to z naszej ekipy rowerowej) oraz Grażyna z córką Wiktorią z Krasów, Tomek z parafii na Bończyku oraz Jasiu z Brzęczkowic. Błogosławieństwa za wstawiennictwem Św. Krzysztofa na szczęśliwą drogę udzielił nam proboszcz kosztowskiej parafii, ks. Jan Sołtysik. Ja rozdałem każdemu rowerowemu pielgrzymowi obrazek ze Świętym Krzysztofem by nas strzegł w drodze na Jasną Górę. W Dziećkowicach dołączył do nas Jarek z parafii NSPJ w Mysłowicach. Przez Jeleń i Chełmek dotarliśmy do drogi do Krakowa którą jechaliśmy przy dość sporym ruchu do Żarek. Tu zjechaliśmy na ścieżkę rowerową biegnącą równolegle do drogi i cały czas lasem jechaliśmy do Wygiełzowa. Tu był planowany pierwszy postój, w zabytkowej karczmie przy skansenie planowaliśmy kawę. Jednak godzina była i ruszyliśmy dalej, zaś kawę wypiliśmy w miejscowości Kwaczała. Potem parę kilometrów i już Alwernia, pierwsze sanktuarium na naszej pielgrzymiej drodze. Tu zaczęły się pierwsze problemy, ponieważ podjazd do klasztoru Ojców Bernardynów był dość stromy. Dla zahartowanych w kolarskich bojach panów „mały pikuś”, dla Grażyny i Wiktorii spore wyzwanie. Ale dotarliśmy. W bocznej kaplicy przed łaskami słynącym obrazem Ecce Homo odmówiliśmy Różaniec, ofiarując go za pomyślny przebieg całej pielgrzymki. A potem praktycznie już tylko zjazd (za wyjątkiem sporego podjazdu za Alwernią). W Tenczynku, podczas próby ostrego hamowania przy zjeździe do zamku mały karambol; wyłożyła się Wiktoria. Szybko opatrzyliśmy kolano, zaś z wejścia do zamku nici, gdyż trwał remont. Ale widok piękny i warto było nieco zboczyć. Aż do Krzeszowic, gdzie zrobiliśmy zakupy praktycznie cały czas w dół. Za Krzeszowicami jeszcze kopalnia dolomitu w Czatkowicach i już widać wzgórze z klasztorem. Podjazd pod dom pielgrzyma uciążliwy nawet dla wytrawnych kolarzy, na szczęście niezbyt długi. Po zameldowaniu się na rep recepcji udaliśmy się na posiłek i pokoje. O 18:00 Msza Święta przed łaskami słynącym obrazem Matki Bożej z Góry Karmel, na koronacji którego byłem lata temu. Po Mszy Świętej jeszcze modlitwa za Ojczyznę w kaplicy Św. Rafała Kalinowskiego i Droga Krzyżowa na czernieńskim wzgórzu. A wieczorem, już na luzie na placyku przed domem pielgrzyma długie Polaków rozmowy w ramach integracji grupy.

Piątek, 25 sierpień, dzień drugi. Pożegnaliśmy uroczy zakątek jakim jest sanktuarium w Czernej. Trzecia „kapliczka” kilka kilometrów dalej; w zabytkowym, drewnianym kościółku z XV wieku króluje Matka Boża Paczółtowicka. Potem głównie lasami aż do Olkusza, przed którym zboczyliśmy w kierunku zamku w Rabsztynie. Tu spotkaliśmy Ulę z Wesołej, uczestniczkę ubiegłorocznego wyjazdu. Niektórzy z nas zwiedzili odrestaurowywane ruiny, potem wszyscy udaliśmy się do zabytkowej karczmy na posiłek. Przedostatni tego dnia to położony w głębi lasu Bydlinie, na koniec zamek w Smoleniu. Podjazd pod Smoleń był największym wyzwaniem dla dziewczyn: nie taki stromy jak w Alwernii czy Czernej ale bardzo długi. Po odpoczynku pojechaliśmy polami do widocznej z zamkowej wieży Pilicy, gdzie w klasztorze Franciszkanów Reformatów mieliśmy drugi nocleg. W pewnym momencie dość wygodna polna ścieżka przeszła w istny tor motocrossowy, który na szczęście przebrnęliśmy bez ofiar w ludziach i sprzęcie. Po rozpakowaniu się na pokojach (standard typowo pielgrzymkowy na salach ogólnych) poszliśmy na obiad do restauracji „Pod kolumnami”, zaś o 18:00 na Mszę Świętą. W pilickim klasztorze czczony jest łaskami słynący obraz Matki Bożej Śnieżnej która nosi tytuł Patronki Rodzin. Wieczorem pojechaliśmy jeszcze do Biedronki na zakupy a wieczorem integracji poprzez rozmowy i dysputy ciąg dalszy.

Sobota, 26 sierpień, dzień trzeci. Po porannej Mszy Świętej trzeba się było pakować. Pogoda, która dotąd nas rozpieszczała, zaczęła się psuć. Jadąc do Ogrodzieńca - Podzamcza widzieliśmy zwały czarnych chmur na niebie; kiedy zatrzymaliśmy się w wykutym w skale sanktuarium Matki Bożej Skałkowskiej w Podzamczu jeszcze nie padało. „Rozkidało się” za to kiedy piliśmy kawę w karczmie na rynku. Tu spotkaliśmy Adama, męża Uli, który nie mógł jechać wczoraj, za to dziś wystartował o piątej rano z Wesołej i w Podzamczu był przed nami. Przeczekaliśmy deszcz i wyruszyliśmy na spotkanie reszty grupy do Skarżyc, skąd startowała piesza część pielgrzymki. Do Skarżyc jechało się bardzo fajnie, większość asfaltową drogą bez praktycznie żadnego ruchu. Potem kilka kilometrów miejscami piaszczystym szlakiem rowerowym i już do samych Skarżyc asfaltem. Tu dołączyły do nas Aśka ze Starych Kosztów (członek naszej grupy rowerowej) oraz druga Aśka z córką Karoliną z Bończyka i Wiesia z Brzęczkowic. Wystartowaliśmy po posiłku przez Morsko, Włodowice i Rzędkowice. W tych ostatnich nocowaliśmy rok temu. Po przecięciu ruchliwej drogi wojewódzkiej GPS skierował mnie prosto; i to był błąd, bo wcześniej trzeba było skonfrontować trasę z mapą. Ten błąd kosztował nas dodatkowych 17 kilometrów i „masakryczny” podjazd pod Niegową. Potem już ścieżką rowerową lasem do zamku w Bobolicach i ruin zamku w Mirowie. W Mirowie postój i posiłek, podczas którego przeszła nasza grupa piesza. My już skrótem pojechaliśmy na miejsce naszego trzeciego noclegu, czyli do szkoły w Leśniowie. Po rozpakowaniu się i posiłku podjechaliśmy jeszcze wieczorem pod sanktuarium Matki Bożej, Leśniowskiej Patronki Rodzin. Kościół był pusty, zainicjowaliśmy więc modlitwę różańcową, w którą włączyli się wierni przebywający w świątyni. Wieczorem w szkole już wspólne z piechurami nabożeństwo wieczorne na korytarzu i pierwszy nocleg „na glebie”.

Niedzielaa, 27 sierpień, dzień czwarty. Rozpoczęliśmy Mszą Świętą na sali gimnastycznej, potem śniadanie i wyjazd. Po raz pierwszy podzieliliśmy grupę: pierwsza pod nadzorem Heńka realizowała trasę krótszą, bezpośrednio do Olsztyna. Grupa druga, czteroosobowa (ja, Jarek, Jasiu i Tomek) zaliczyliśmy tego dnia niemal 90 kilometrów i odwiedziliśmy po drodze sanktuaria Świętej Anny w Przyrowie Świętej Annie oraz Matki Bożej Uzdrowienia Chorych w Gidlach. W tym drugim sanktuarium spotkaliśmy niemal stu osobową rowerową pielgrzymkę z Piotrkowa Trybunalskiego, która w dniu wczorajszym była na uroczystościach na Jasnej Górze a dziś wracała w domowe pielesze. Tego dnia mimo długiej trasy jechało się świetnie: najpierw do Złotego Potoku z górki, potem do Świętej Anny i Gidel płasko. Problem zaczął się po wyjeździe z Gidel; górki, które się zaczęły to jeszcze nic w porównaniu z silnym, przeciwnym wiatrem. Ale daliśmy rady. W Olsztynie spotkaliśmy z resztą ekipy Irka, który szefuje naszej międzyparafialnej grupie rowerowej „Camino Silesia Team”. Późny obiad i spać; tego dnia spało się rewelacyjnie, widać kręgosłup przyzwyczaił się do „gleby”.

Poniedziałek, 28 sierpień, dzień piąty. Grupa znowu pojechała razem, jedynie Wiktoria udała się do Częstochowy drogą krótszą. Po porannej Mszy Świętej i śniadaniu wystartowaliśmy znaną już z dnia wczorajszego trasą do Mstowa. Tu w sanktuarium Matki Bożej Mstowskiej czczony jest kopia wizerunku Czarnej Madonny. W kościele trwał remont, my odmówiliśmy tajemnice radosne Różańca. Potem kawa i ciastka z cukierni na rynku i w drogę. Sporo pod górkę, ale po pierwsze już nie tak ostre i długie, a po drugie trochę przywykliśmy. Niebawem wyjechaliśmy na grzbiet wzniesienia na którym góruje kościół-sanktuarium Św. Ojca Pio na Górce Przeprośnej. Nazwa od zwyczaju wymyślonego dawno temu przez uczestników Pielgrzymki Warszawskiej: zbliżając się do Częstochowy pielgrzymi zabierali po drodze mniejsze lub większe kamienie jako symbol swoich grzechów. By wejść na jasnogórskie wały z sercem czystym zostawiali te kamienie na górze, z której widać było wieżę kościoła wcześniej pojednawszy się z towarzyszami wędrówki przepraszając i jednając się z nimi. Na Górce Przeprośnej odprawiliśmy Drogę Krzyżową wcześniej ucałowawszy relikwie Świętego Ojca Pio.A potem już tylko stromy zjazd do Częstochowy. Po rozpakowaniu się na miejscu noclegu i posiłku, wyszliśmy przed pieszą pielgrzymkę którą już słychać było w Alejach. A potem był najbardziej wzruszający moment pielgrzymki, kiedy wszyscy padliśmy na kolana przez Najświętszą Panienką dziękując Jej za szczęśliwie dojście bądź dojechanie na miejsce. W kaplicy cudownego obrazu tłok, nie było więc klimatu do modlitwy bądź wyciszenia. Dla nas najważniejszy moment miał nastąpić dnia następnego.

Wtorek, 29 sierpień, dzień szósty. Rano wstaliśmy wcześniej, bo trzeba było opuścić pokoje. My na dodatek musieliśmy spakować sakwy i nadać je na bagaż. A potem powitanie z pielgrzymami, którzy z Mysłowic docierali na Jasną Górę autokarami. O 9:30 w kaplicy przed cudownym obrazem Mszę Świętą za miasto Mysłowice sprawował dziekan dekanatu mysłowickiego i jednocześnie proboszcz parafii Bończyku ks. Rafał Ryszka (kuzyn jadącego z nami Janka z Brzęczkowic). Koncelebransami byli księża z mysłowickich parafii oraz opiekun duchowny Bractwa Pielgrzymkowego ks. Władysław Pasiut MS. Były również dwa sztandary: Bractwa Pielgrzymkowego (chorąży Henryk Gondzik oraz Gienia Sobczyk i pani Krystyna Kos z wnuczką Amelką, wszyscy w regionalnych strojach śląskich) oraz Archikonfraterni Literackiej z Janowa. Tu cały poczet obsadzili bracia z Archikonfraterni będący jednocześnie pielgrzymami rowerowymi: ja, Heniek oraz Irek. Po Mszy Świętej jeszcze Droga Krzyżowa na wałach, podziękowania dla organizatorów oraz serdeczne pożegnanie.

Na drogę powrotną na rowerach zdecydowało się osiem osób: ja, Jarek, Heniek, Irek, Tomek, Jasiu, Adam oraz Piotrek, który z rowerem dojechał autokarem parafialnym z Kosztów. Wystartowaliśmy po trzynastej, po drodze zrobiwszy zapasy w Biedronce. Potem był pewien problem, znowu przez GPS-a (choć tym razem Irkowego), który uprał się i kierował nas na „Gierkówkę” mimo wybrania opcji unikania dróg niedozwolonych dla rowerów. W końcu pojechaliśmy na przysłowiowego „czuja” i było to najlepsze rozwiązanie, gdyż do sanktuarium Św. Jana Marii Vianneya dotarliśmy spóźnieni ale już bez problemów. Tu czekało na nas wspaniałe przyjęcie; po modlitwie za naszych kapłanów w najmłodszym w diecezji częstochowskiej sanktuarium gospodarze przygotowali dla nas grilla oraz miejscowy specjał czyli ziemniaki Św. Jana Marii Vianneya. Z kustoszem sanktuarium, nieobecnym z powodu urlopu księdzem Tomaszem Nowakiem znamy się od lat jak łyse konie i ta znajomość teraz zaprocentowała. Potem na rowery i ostatni etap, czyli powrót do domu. Piękną trasą, wśród pól i lasów, obok lotniska w Pyrzowicach a potem przez Będzin i Sosnowiec wróciliśmy wieczorem w domowe pielesze.

Krótkie resume:

W wersji max ( bo w wersji minimum trzeba odjąć trochę kilometrów) przejechaliśmy:

- pierwszego dnia: z Kosztów do Czernej – 63 kilometry

- drugiego dnia: z Czernej do Pilicy – 61 kilometrów

- trzeciego dnia: z Pilicy do Leśniowa – 63 kilometry

- czwartego dnia: z Leśniowa do Olsztyna – 83 kilometry

- piątego dnia: z Olsztyna do Częstochowy – 38 kilometrów

- szóstego dnia: z Częstochowy do Mysłowic – 88 kilometrów (do Kosztów 102 kilometry)

Co daje łączną liczbę 396 kilometrów (do Kosztów 410 kilometrów).

Po drodze odwiedziliśmy 9 sanktuariów maryjnych, gdzie czczone są obrazy bądź figury koronowane koronami papieskimi:

- Czerna

- Paczółtowice

- Pilica

- Podzamcze (Ogrodzieniec)

- Skarżyce

- Leśniów

- Gidle

- Mstów

- Jasna Góra.

Odwiedziliśmy również 4 inne sanktuaria:

- Alwernia (Pan Jezus Miłosierny)

- Święta Anna (Święta Anna)

- Górka Przeprośna (Święty Ojciec Pio)

- Mzyki (Święty Jan Maria Vianney)

Oprócz przepięknych jurajskich krajobrazów zwiedziliśmy zamki będące ruinami, częściowo bądź całkowicie przywrócone do świetności: w Wygiełzowie, Rabsztynie, Bydlinie, Smoleniu, Podzamczu, Bobolicach, Mirowie oraz pałac w Woźnikach.

Nazwy sanktuariów oraz zamków w kolorze szarym są podlinkowane, wystarczy kliknąć, by wejść na daną stronę.

Mapki naszych tras pod linkiem:

https://drive.google.com/open?id=1MeEnEmZXDxGezQTnm_JPf7Q7Bgs&usp=sharing


Zmieniony: Niedziela, 03 Wrzesień 2017 19:53
 

Statystyki

Odsłon : 702763

Goście na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 21 gości 

Związek Górnośląski